
|
Hetman Włoszczowa - HEKO Czermno 1:2 (0:0) "Horror ze szczęśliwym finałem" Z perspektywy kibica HEKO Czermno nie da się inaczej określić niedzielnego meczu we Włoszczowe. Ten mecz długo będą pamiętać aktorzy widowiska: jedni z uśmiechem na twarzy, a drudzy .pozostawmy bez komentarza. Pierwsza połowa nie dostarczyła, licznie zgromadzonej publiczności, spodziewanych emocji. Brakowało składnych akcji z obu stron. Jedenastka z Czermna wykonywała przedmeczowe założenia taktyczne polegające na "przyjęciu" przeciwników w okolicy połowy boiska i wyprowadzaniu szybkich kontrataków, a piłkarze Hetmana długo rozgrywali piłkę na własnej połowie, jednak im bliżej bramki HEKO tym dokładności w ich poczynaniach było coraz mniej. Najbliżej zdobycia bramki w pierwszej części meczu był Paweł Michalski. Piłka po jego strzale z około 25 metrów nieznacznie minęła bramkę gospodarzy. Piłkarze Hetmana mieli dwie okazje do zdobycia bramki: za pierwszym razem po strzale głową refleksem na linii bramkowej wykazał się Pyka, a w drugim przypadku bramkarz HEKO również wykazał wyższość broniąc groźne uderzenie z rzutu wolnego. Druga połowa meczu to diametralnie inny obraz gry od pierwszej części. W 48 minucie padła pierwsza bramka. Historia lubi się powtarzać (mecz z Partyzantem) i podobnie jak w Radoszycach gospodarze uzyskali prowadzenie po błędach kilku zawodników w jednej akcji. W prawym narożniku pola karnego napastnik Hetmana zdaniem przyjezdnych "wygarnął" piłkę zza końcowej linii i dośrodkował w pole bramkowe. Długo lecąca futbolówka spadła wprost na głowę innego gracza z Włoszczowy, który dał prowadzenie swojej drużynie. Podrażnieni tym faktem goście przystąpili do ataku. Teraz to oni dłużej rozgrywali piłkę, a gospodarze zaczęli bronić się i wyprowadzać kontrataki. W 60 minucie w wybornej sytuacji do zdobycia wyrównującego gola stanął Grzegorz Starościak, który ostatecznie nie wykorzystał sytuacji "jeden na jeden" z bramkarzem Hetmana. Również szczęścia po raz drugi w tym spotkaniu zabrakło Michalskiemu. Będąc na dobrej pozycji oddał zbyt lekki strzał. Z minuty na minutę akcje HEKO były coraz groźniejsze i bramka "wisiała w powietrzu". Konsekwencja w grze i ambicja piłkarzy z Czermna została nagrodzona w 84 minucie. Sfaulowany przed polem karnym był, wprowadzony wcześniej, Konrad Kowalewski. Rzut wolny z odległości 23 metrów od bramki gospodarzy wykonał Damian Marcioch. Piłka po jego uderzeniu przeleciała nad "murem" Hetmana i wpadła w samo "okienko" bramki przeciwnika. Radość po tej bramce była ogromna, bo gwoli ścisłości był to pierwszy gol zdobyty na boisku rywala od 290 minut. Podopiecznym Zbigniewa Podsiebierskiego było mało i zdobyli następną bramkę. Trzy minuty później w zamieszaniu podbramkowym na bramkę uderzał Kowalewski, piłka jednak odbiła się od obrońcy Hetmana i trafiła na nogę Starościaka, który strzałem z "woleja" w długi róg zdobył zwycięskiego gola. Już w doliczonym czasie gry przed szansą wyrównania stanęli gospodarze. Jednak futbolówka po strzale z rzutu wolnego "ugrzęzła" w murze zawodników HEKO. Gwizdek sędziego i "taniec radości" na środku boiska w wykonaniu drużyny z Czermna. Warto dodać, że ostatni taki przypadek kiedy HEKO przegrywało w meczu i zdołało przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść był 14 maja 2005 roku w trzecioligowym pojedynku HEKO - Stal Stalowa Wola. Wówczas mecz zakończył się zwycięstwem 3:1 i wynik ten przybliżył jedenastkę z Czermna do drugoligowej promocji. W niedzielę kolejny mecz o ligowe punkty. Przeciwnikiem będzie Wicher Miedziana Góra. Dla jednego z czermińskich graczy Grzegorza Starościaka będzie to wyjątkowy mecz. Sam w minionym sezonie zdobył dla tego zespołu 15 bramek, na boisku wystąpi przeciwko bratu, a trenerem najbliższych przeciwników jest tata, Władysław - znany w kieleckim światku piłkarskim snajper min. Błękitnych Kielce, a także Wisły Kraków.
Inne wyniki:
|