Składy:
Kujawiak: 1. Mariusz Luncik - 18. Aleksandar Majić, 24. Robert Gaca (80, 5. Mariusz Siara), 17. Łukasz Tupalski, 22. Adrian Woźniczka - 13. Adam Majewski, 7. Arkadiusz Miklosik, 10. Damian Staniszewski (54, 9. Tomasz Feliksiak), 19. Tomasz Bekas - 15. Maxwell Kalu, 20. Gražvydas Mikulenas
HEKO: 1. Marcin Mańka - 15. Marcin Boguś, 4. Jarosław Solarz, 22. Dariusz Walęciak, 3. Marek Drozd - 13. Grzegorz Cheda, 2. Patryk Dworzyński (77, 5. Łukasz Matuszczyk), 8. Patryk Sobczyński, 6. Hubert Kościukiewicz - 23. Tomasz Nawrot (69, 7. Paweł Zawistowski), 16. Marcin Folc (80, 10. Krystian Kanarski)
żółta kartka: Cheda, Sobczyński (HEKO).
sędziował: Piotr Pielak (Warszawa).
widzów: 4.500.
|
| Drużyna HEKO zaskakuje polską piłkę od kilku lat. Wydawało się jednak, że po awansie do drugiej ligi, gdzie jest tyle uznanych firm, beniaminkowi będzie szalenie trudno. Ale zebrana w ciągu kilku tygodni przez trenera Janusza Białka ekipa ma wręcz wymarzony start. W pierwszym meczu sezonu "złapała" punkt w Ostrowcu, remisując bezbramkowo z KSZO, a teraz, w drugim wyjazdowym pojedynku zwyciężyła z jednym z faworytów - Kujawiakiem. Dwa wyjazdowe mecze - 4 punkty, chyba każda drużyna byłaby z takiego startu zadowolona. I kto wie, może te wyniki na tyle zdopingują właściciela klubu Henryka Koniecznego, że realnie pomyśli o ekstraklasie. W każdym razie HEKO znów pozytywnie zaskoczyło i w niedzielę, w meczu z Jagiellonią w Czermnie powinno być bardzo ciekawie. Choćby z tego powodu, że ta maleńka miejscowość dopiero w trzeciej kolejce, jako gospodarz, będzie witała się z drugą ligą.
Mecz we Włocławku miał scenariusz łatwy do przewidzenia. Kujawiak nacierał z wielką siłą, atakował nawet trzema napastnikami, bo w pierwszej linii operowali często: Kalu, Staniszewski i Mikulenas, ale był nieskuteczny. Tylko sam Mikulanes miał kilka znakomitych okazji, ale znów bardzo dobrze w bramce HEKO spisywał się Marcin Mańka. W 15 minucie bliski szczęścia był z kolei pozyskany przez Kujawiaka z KSZO Ostrowiec Arkadiusz Miklosik, znów jednak skończyło się tylko na strachu.
Gospodarze atakowali, stwarzali sytuacje, a tymczasem już pierwsza groźniejsza akcja HEKO przyniosła powodzenie. W 32 minucie rozgrywający dobre spotkanie Adrian Sobczyński dograł ze środka do Marcina Folca, bramkarz gospodarzy, Luncik wyszedł z bramki, obronił strzał napastnika HEKO, ale w to wszystko włączył się jeszcze obrońca Kujawiaka Łukasz Tupalski, który próbował interweniować, jednak zrobił to tak nieszczęśliwie, że piłka odbiła mu się od nogi i... wturlała do siatki.
W naszej drużynie zapanowała wielka radość, a piłkarze HEKO uwierzyli wtedy chyba, że można wywieźć z trudnego terenu nawet trzy punkty. Dlatego jeszcze bardziej uszczelnili obronę i jeszcze dokładniej przygotowywali kontry. I tuż po przerwie, w 46 minucie jedna z takich akcji HEKO powinna zakończyć się drugim golem. Sam na sam z Luncikiem wyszedł Folc, był już z piłką na linii pola karnego, ale zamiast podciągnąć jeszcze pod bramkę, bo nikt go nie atakował, zdecydował się na strzał i piłka przeszła nad poprzeczką.
W miarę upływu czasu ataki Kujawiaka były coraz bardziej chaotyczne, a w ich poczynania wkradała się nerwowość. To sprawiło, że HEKO łatwiej rozbijało groźne akcje gospodarzy i po końcowym gwizdku piłkarze z Czermna mogli w geście triumfu wznieść ręce do góry. To przecież pierwsze historyczne zwycięstwie w drugiej lidze!
Mówią trenerzy:
Janusz Białek, HEKO: - Kujawiak niczym nas nie zaskoczył. Pokazał to, czego spodziewaliśmy się. My gramy tym składem od trzech, czterech tygodni i na pewno jest jeszcze sporo mankamentów. Nastawiliśmy się na defensywę i wyprowadzaliśmy kontry, które mogły się podobać. To drugi historyczny wynik naszej drużyny w drugiej lidze. Najpierw zremisowaliśmy z silnym rywalem w Ostrowcu, teraz wygraliśmy z Kujawiakiem. Trudno w takim przypadku nie być zadowolonym.
Bogusław Baniak, Kujawiak: - Mam już tego wszystkiego serdecznie dosyć, zwłaszcza tej nagonki na mnie po wypowiedziach Piotra Dziurowicza. Co do meczu, to wiedziałem, że będzie on trudny, bo pojedynki z beniaminkami takie są. Przekonaliśmy się o tym tydzień temu, przegrywając we Wrocławiu ze Śląskiem 0:1. Teraz wynik powtórzył się, choć mieliśmy w meczu wiele sytuacji. Brakuje nam takiego napastnika jak Klatt, który niestety strzela już gole dla Legii. Mamy trudny początek, bo za tydzień znów gramy z beniaminkiem, Drwęcą Nowe Miasto Lubawskie.
Hubert Kościukiewicz: - Mieliśmy dużo szczęścia
Hubert Kościukiewicz zagrał we Włocławku jako defensywny pomocnik i wspólnie z kolegami z obrony dobrze zabezpieczał przedpole bramki Marcina Mańki.
* Jak się grało?
- Mnie osobiście bardzo dobrze. Miałem kilka udanych interwencji, dobrze współpracowało mi się zarówno z obrońcami, jak i z Adrianem Sobczyńskim, który był najwyżej wysuniętym pomocnikiem.
* Zaskakujecie wszystkich. Wygrać na wyjeździe z Kujawiakiem to nie lada sztuka...
- Rzeczywiście, udało nam się zrealizować wszystko to, co sobie zakładaliśmy. Trener mówił, żeby przede wszystkim nie stracić bramki i szukać okazji w kontrach. I dopisało nam szczęście, a mogło być nawet lepiej, bo Marcin Folc miał jeszcze dwie okazje. W pierwszej połowie, po rzucie rożnym główkował minimalnie nad poprzeczką, a zaraz po przerwie przestrzelił. Ale nie ma co narzekać. Mamy trzy punkty.
* To był trudniejszy mecz niż ten w Ostrowcu z KSZO?
- Chyba tak, bo Kujawiak chciał za wszelką cenę powetować sobie stratę za porażkę we Wrocławiu ze Śląskiem. Był jednak bardzo nieskuteczny, a my w obronie graliśmy bardzo poprawnie. Dopisywało nam też szczęście. Zgrywamy się i w następnych meczach powinno być jeszcze lepiej.
/SAW/
|