strona główna

Bez nerwów
Łódzki KS 3-0 HEKO Czermno
24 maja 2006, 19:00 - Łódź

W przeciwieństwie do poprzednich spotkań kibice nie musieli do końca drżeć o wynik, bowiem tym razem ich ulubieńcy rozstrzygnęli spotkanie już do przerwy.

Bramki: Igor Sypniewski 18, 39, Michał Łabędzki 87

ŁKS: Bogusław Wyparło - Robert Łakomy, Zdzisław Leszczyński, Robert Sierant, Aleksandar Radunović - Łukasz Madej (62 Sebastian Kęska), Mamia Dżikia (79 Michał Łabędzki), Dariusz Kłus, Rafał Niżnik (70 Michał Rozkwitalski), Arkadiusz Mysona - Igor Sypniewski.

HEKO: Marcin Mańka - Dariusz Walęciak, Jarosław Solarz, Łukasz Matuszczyk (16 Sebastian Pluta) - Grzegorz Cheda, Paweł Woźniak (59 Adrian Sobczyński), Arkadiusz Żaglewski, Paweł Zawistowski, Krzysztof Trela - Przemysław Pałkus, Krystian Kanarski (81 Bartłomiej Socha).

żółte kartki: Leszczyński, Rozkwitalski, Mysona - Walęciak, Solarz, Woźniak, Zawistowski, Pałkus.
czerwone kartki: Arkadiusz Żaglewski (32. minuta, HEKO, za brutalny faul), Dariusz Walęciak (57. minuta, HEKO, za drugą żółtą).

sędziował: Mariusz Rogalski (Katowice).
widzów: 4000

W 18. minucie piłkę rywalom w środku pola odebrał Zdzisław Leszczyński i nie namyślając się długo posłał dalekie podanie do Igora Sypniewskiego, który efektownie minął Marcina Mańkę i pewnie skierował piłkę do pustej bramki. Po pół godzinie gry łodzianie mieli jeszcze więcej placu, bowiem czerwoną kartką za atak na nogi od tyłu, został ukarany Arkadiusz Żaglewski. Na efekty nie trzeba było długo czekać i już 6 minut później po raz kolejny w głównej roli wystąpił popularny "Sypek". Tym razem z drugiej linii asystował Rafał Niżnik, a napastnik łodzian jeszcze raz minął bramkarza, wyczekał stojącego na linii obrońcę i uderzył do pustej bramki.

Początek drugiej połowy należał do zespołu gości, ale tylko przez 10 minut, bowiem od tego momentu przyszło im grać w dziewiątkę - drugą żółtą kartkę obejrzał Dariusz Walęciak. Wszyscy spodziewali się kanonady na bramkę osłabionego HEKO, ale mimo licznych sytuacji jeszcze tylko raz biało- -czerwono-biali mieli powody do radości. Cztery minuty przed zakończeniem spotkania po rzucie rożnym Michał Łabędzki umieścił piłkę w siatce głową z najbliższej odległości. - Ostatnie mecze dodały nam pewności i chyba było to widać. Nie musimy się już oglądać na nikogo i jest szansa, że na ostatni mecz rundy pojedziemy już jako pierwszoligowcy - cieszył się w drodze do szatni Dariusz Kłus.

BARTOSZ KRÓL