
|
Nie pomógł nawet hokejowy wynik Piłkarze z Nowego Dworu Mazowieckiego w dziewięciu ostatnich meczach zdobyli tylko dwa punkty, a mimo to nie stracili jeszcze szans na utrzymanie się w drugiej lidze. Dzieje się tak, bo inne drużyny z ogona tabeli także nie spisują się lepiej.
HEKO przed meczem ze Świtem miało jeszcze cień szansy na uniknięcie barażów, więc podopieczni Jerzego Antoniaka przyjechali do Nowego Dworu po zwycięstwo. Już w 15. minucie padła pierwsza bramka dla HEKO. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Pawła Zawistowskiego, akcję zamknął Marcin Folc i strzałem głową pokonał Adriana Bieńka. - Gospodarze ułatwiali nam strzelanie bramek, bo w defensywie grali niefrasobliwie - powiedział trener gości Jerzy Antoniak. I trzeba przyznać, że szkoleniowiec miał sporo racji. Rację miał również Jerzy Masztaler mówiąc, że wynik wypaczył arbiter. - Przy pierwszej bramce faulowany był nasz bramkarz, do czego przyznał się po meczu Przemysław Pałkus - informował dziennikarzy zdenerwowany trener gospodarzy. Miał on również uwagi do dwóch kolejnych bramek rywali. O ile można je uznać za sporne, to ewidentne było zagranie ręką w polu karnym jednego z obrońców gości w końcówce spotkania, gdy Świt przegrywał 3:4. Nowodworzanie nie rozegrali wielkiego meczu, ale trzeba ich pochwalić za ogromną ambicję. Potrafili poderwać się do walki, gdy przegrywali 1:4 i niewiele brakowało, aby ich wysiłki zakończyły się sukcesem. Piłkarze gości udowodnili, że są sportowcami walczącymi do końca. Nie tak dawno skazywano ich na pewny spadek, tymczasem pewnie wywalczyli lokatę barażową. DARIUSZ JAROSZ
|
|