Podopieczni trenera Janusza Białka doznali bowiem pierwszej wyjazdowej porażki w tym sezonie z bardzo przeciętnie grającą Szczakowianką i znów zawiedli. Widać, że w zespole jest kryzys, a jego efekt to zaledwie jeden punkt w czterech ostatnich meczach (wcześniej remis z Polonią w Bytomiu 0:0 oraz porażki w Czermnie z Piastem Gliwicie 2:3 i ŁKS Łódź 1:3). Beniaminek, któremu na początku szło dobrze, teraz zupełnie się pogubił i jego sytuacja w tabeli staje się nieciekawa. Nic dziwnego, że właściciel drużyny Henryk Konieczny traci cierpliwość i zapowiada zmiany. Najbliższe dni, a może nawet godziny pokażą, czy z posadą pożegna się trener Białek. W końcu to on sprowadził kilku zawodników, którzy zawodzą na całej linii, jak chociażby Ladislav Luka, Tomasz Nawrot czy Adrian Sobczyński.
Po ubiegłotygodniowej porażce z ŁKS 1:3 piłkarze HEKO jechali do Jaworzna z mocnym postanowieniem poprawy. Wydawało się, że są w stanie ograć niżej notowanego rywala i zdobyć nawet komplet punktów. Dodatkowym atutem był fakt, że rywala dosyć dobrze znał Janusz Białek, do HEKO przyszedł właśnie z Jaworzna. Ale, niestety, gospodarze choć nie byli zespołem lepszym, wykazali się lepszą skutecznością i z nielicznych okazji wykorzystali dwie, które dały im zwycięstwo.
HEKO chciało zacząć spokojnie i narzucić rywalowi swój styl gry, ale ten plan legł w gruzach już w 3 minucie. Wtedy to gospodarze przeprowadzili ładną akcję, dobrym prostopadłym podaniem Chudy obsłużył Mieczysława Sikorę, a ten wszedł między środkowych obrońców, znalazł się z piłką przed Mańką i strzałem z 12 metrów zmusił go do kapitulacji.
Grające tylko jednym napastnikiem HEKO kilka minut po stracie bramki zaczęło jednak "zdobywać teren" i w 33 minucie doprowadziło do wyrównania. Akcja przypominała tę, po której gola strzelili gospodarze, a w rolach głównych wystąpili Hubert Kościukiewicz i najlepszy w drużynie gości Philip Umukoro. "Kosek" bardzo ładnym prostopadłym podaniem wypuścił Umukoro, a ten nie miał kłopotów z umieszczeniem piłki w siatce.
Już pierwsza akcja gości po przerwie mogła przesądzić o losach spotkania. W 48 minucie znów bowiem Kościukiewicz uruchomił prostopadłym podaniem Umukoro, ale napastnik HEKO strzelił tym razem niezbyt precyzyjnie i bramkarz zdołał sparować piłkę na róg.
Po przerwie HEKO przeważało "grało piłką", a czasami ta przewaga była tak duża, że miejscowi zadowoleni z remisu zwalniali grę. Wystarczyła jednak jedna akcja, by stadion w Jaworznie wpadł w euforię. Piegzik ruszył lewym skrzydłem, przebiegł z piłką pół boiska i nikt nie był w stanie mu przeszkodzić, następnie spod linii końcowej wycofał Chudego, a ten strzałem z siedmiu metrów pokonał Mańkę.
Po zdobyciu prowadzenia gospodarze umiejętnie zwalniali tempo, wybijali z rytmu drużynę z Czermna, a że robili to bardzo umiejętnie, więc po końcowym gwizdku sędziego piłkarze i trener HEKO opuszczali boisko ze spuszczonymi głowami.
Mówią trenerzy:
Janusz Białek, HEKO: - Niezły mecz, szybki, z sytuacjami bramkowymi. Remis byłby najbardziej sprawiedliwy. Jednak w futbolu nie przyznaje się punktów za wrażenia artystyczne, dlatego zostały one w Jaworznie. Naszą bolączką jest gra ofensywna. Trudno było liczyć, że we wszystkich wyjazdowych meczach nie przegramy. Ta porażka musiała kiedyś nastąpić. Jesteśmy beniaminkiem, dopiero raczkujemy w II lidze, sporo jeszcze nauki przed nami.
Robert Moskal, Szczakowianka: - Po bardzo dobrym meczu we Wrocławiu ze Śląskiem, przyszedł ten słabszy. Tak się często zdarza. Zdobyliśmy szybko bramkę i... oddaliśmy inicjatywę. Cieszę się, że strzeliliśmy dwa gole drużynie, która na wyjazdach straciła tylko jedną bramkę. Dziękuję drużynie za ogromną ambicję, dzięki której wygraliśmy ten mecz.
Prezes Henryk Konieczny: - Dawno już się tak nie zdenerwowałem.
Prezesowi i właścicielowi drużyny HEKO Henrykowi Koniecznemu drużyna znów zafundowała wielką dawkę negatywnych emocji. Konieczny siedząc na trybunach w Jaworznie musiał przełknąć kolejną porażkę.
- Dawno już się tak nie zdenerwowałem, jak dzisiaj - mówił nam po meczu prezes Konieczny. Może ze Szczakowianką nie graliśmy źle, ale było to jakby dopełnienie tej naszej niemocy w ostatnich pojedynkach. Nie potrafiliśmy wygrywać właściwie od początku sezonu, ale przedtem przynajmniej remisowaliśmy. A teraz nawet nie umiemy remisować.
* Będą zmiany w klubie?
- Muszą być. Przecież tak dalej być nie może. Zawiedli mnie niektórzy piłkarze, inni znacznie obniżyli loty. Nie wiem dlaczego tak się dzieje. Może dlatego, że w naszym klubie zawodnikom jest za dobrze. Pieniądze są wypłacane na bieżąco, a premie kilka dni po meczu. W innych klubach zawodnicy po kilka miesięcy nie widzą pensji i grają.
* A co z trenerem? On pewnie też ma coś na sumieniu?
- No cóż, drużyna nie gra dobrze, a za to przecież odpowiada trener. To trener dobiera sobie odpowiednich wykonawców do wykonania zadania, a z tymi transferami do klubu chyba najlepiej nie wyszło. Nie chcę podejmować pochopnie decyzji. Muszę się nad tym jeszcze głęboko zastanowić.
* A więc nie wyklucza pan zmiany na stanowisku szkoleniowca jeszcze w tej rundzie?
- Nie wykluczam, ale jak powiedziałem, muszę to jeszcze wszystko dokładnie przemyśleć. Nie ma jednak wątpliwości, że po rundzie rozstaniemy się z kilkoma zawodnikami. Jest kilku takich, którzy prezentują czwartoligowy poziom.
Rozmawiał
Sławomir STACHURA |