HEKO: Marcin Mańka - Dariusz Walęciak, Jarosław Solarz, Marek Drozd, Marcin Boguś - Grzegorz Cheda (26 Łukasz Matuszczyk), Hubert Kościukiewicz, Krzysztof Trela, Philip Umukoro - Krystian Kanarski (82 Paweł Zawistowski), Marcin Folc (61 Ladislav Luka).
Widzew: Tomasz Kościukiewicz - Artur Wyczałkowski, Radosław Michalski, Bartłomiej Konieczny - Kamil Kuzera (68 Paweł Kowalczyk), Sławomir Szeliga, Jarosław Białek, Jarosław Lato, Jakub Wawrzyniak (55 Davor Maraš) - Rafał Pawlak, Bartłomiej Grzelak.
żółta kartka: Marcin Mańka - Bartłomiej Konieczny, Jakub Warzyniak.
sędziował: Mirosław Górecki (Katowice).
widzów: 2500.
|
 |
GOŚCIEM NA MECZU BYŁ PRZYJACIEL PREZESA JANUSZ GORTAD |
 |
 |
 |
 |
KULTURALNI KIBICE WIDZEWA |
 |
Od początku meczu obie drużyny postawiły na ofensywę. Nic więc dziwnego, że pod obiema bramkami często dochodziło do gorących starć. W 7. minucie zakotłowało się na przedpolu gości. Filip Umukoro zakręcił dwoma rywalami, lecz w ostatniej chwili został zablokowany. Natychmiastowa kontra omal nie przyniosła gościom gola. Szczęśliwie dla HEKO Bartłomiej Grzelak nie zorientował się, że ma piłkę tuż obok nóg i skończyło się na strachu.
Kolejne 20 minut należało go gości. Podopieczni Stefana Majewskiego umiejętnie rozgrywali piłkę w środkowej strefie, a gdy nadarzała się okazja, groźnie kontrowali. W 21. minucie Rafał Pawlak pomylił się o centymetry. Chwilę później Grzelak pięć metrów przed bramką Marcina Mańki... stanął na piłce. Ta sytuacja zdeprymowała widzewiaków, dzięki czemu do głosu doszli gospodarze. Pierwszoplanową postacią był w tym okresie Krzysztof Trela. Pomocnik HEKO kilka razy znakomicie obsługiwał swoich kolegów. Im bliżej było końca, tym większa była przewaga gospodarzy. Niewiele brakowało by tuż przed ostatnim gwizdkiem arbitra na listę strzelców wpisał się Filip Umukoro. Nigeryjczyk źle przyjął piłkę i kibice HEKO złapali się za głowy.
Po razie Wychodząc na drugą połowę trener Majewski stwierdził krótko: - W pierwszej kolejności musimy wykorzystać stwarzane sytuacje. W obronie nie jest źle, jak na razie nie popełniliśmy rażących błędów.
Jakże dziwnie te słowa zabrzmiały w 50. sekundzie po zmianie stron. Obrońcy łódzkiej drużyny popełnili koszmarny błąd przy dośrodkowaniu Łukasza Matuszczyka z rzutu wolnego. Nic więc dziwnego, iż Krystian Kanarski z pięciu metrów dopełnił formalności. W obozie zapanowała gospodarzy szalona radość, w ekipie gości zupełne zaskoczenie. Widzew pokazał jednak klasę przejmując natychmiast inicjatywę. Najpierw nie popisał się jednak Bartłomiej Konieczny, który główkując z 5 metrów, przerzucił piłkę nad poprzeczką. W 63. minucie Kamil Kuzera przedarł się prawym skrzydłem, dograł idealnie do Rafała Pawlaka, który precyzyjną główką doprowadził do remisu.
Było ciężko. Od tej pory emocji było jeszcze więcej, bo obie drużyny postawiły na ofensywę. W ostatnim kwadransie więcej sił zachowali gospodarze. Niewiele z tego wynikało, bo miejscowi, szczególnie za sprawą Umukoro, nie potrafili sfinalizować skutecznie kilku ataków. - Oj, było bardzo ciężko, ale nie do końca jestem ukontentowany remisem. Pewnie, Widzew to firma, a my dopiero uczymy się futbolu. Chociażby dlatego muszę pogratulować swoim chłopakom. Głównie ambicji - podsumował prezes HEKO Henryk Konieczny.
MACIEJ CENDER |