 |
 |
 |
KULTURALNI KIBICE WIDZEWA |
 |
 |
ROZDARTE SERCE OJCA HUBERTA I TOMASZA KOŚCIUKIEWICZÓW |
Widzew po raz trzeci nie zdołał pokonać beniaminka. Wcześniej przegrał z Lechią Gdańsk oraz Śląskiem Wrocław (w obu spotkaniach uległ 1:2). Dla zespołu z Łodzi jeden punkt wywalczony w Czermnie z pewnością nie jest więc powodem do radości.
Przez pierwsze 45 minut akcje obu zespołów najczęściej kończyły się w środku pola. Widzew miał dwie okazje mogące zakończyć się strzeleniem bramki. W 27 i 38 minucie bliski szczęścia był Bartłomiej Grzelak. Nie zdołał jednak posłać piłki do siatki. Gospodarze odpowiedzieli jedną akcją, która miała szansę zakończyć się strzeleniem bramki. Tuż przed końcowym gwizdkiem błąd obrońców gości wykorzystał Marcin Folc. Były zawodnik Widzewa strzelił jednak niecelnie.
To co nie udało się podopiecznym Janusza Białka przed przerwą okazało się możliwe do zrealizowania tuż po rozpoczęciu drugiej połowy. W 47 minucie dośrodkowanie Łukasza Matuszczyka z rzutu wolnego wykorzystał Krystian Kanarski kierując głową piłkę do siatki.
Radość na stadionie w Czermnie trwała niestety zaledwie przez kwadrans. Zmiana dokonana przez trenera Widzewa, Stefana Majewskiego okazała się dobrym posunięciem. Davor Maras znacznie wzmocnił siłę ofensywną łodzian, akcje gości co raz częściej sięgały pola karnego gospodarzy. W końcu Widzew doprowadził do remisu. Podanie dobrze znanego kieleckim kibicom Kamila Kuzery trafiło do Rafała Pawlaka, który zdobył bramkę głową.
Po doprowadzeniu do remisu Widzew znacznie częściej nękał defensywę HEKO szybkimi atakami. Bardzo gorąco pod bramką Marcina Mańki zrobiło się na sześć minut przed upływem regulaminowego czasu gry. Gospodarze nie popełnili jednak więcej błędów i po raz drugi w tym sezonie zdołali wywalczyć punkt na własnym stadionie. Skromnie, ale mozolnie gromadzone punkty przez HEKO dają beniaminkowi całkiem niezłe miejsce w tabeli.
Powiedzieli po meczu
Janusz Białek, trener HEKO: - Szkoda, bardzo chcieliśmy po raz pierwszy wygrać przed własną publicznością. Nie mogę jednak narzekać na postawę zespołu, który zagrał walecznie i ambitnie. Kibice również nie powinni mieć powodów do narzekania bo obejrzeli dobre i szybkie widowisko na wysokim poziomie. Wynik mnie satysfakcjonuje.
Stefan Majewski, trener Widzewa: - Jestem zawiedziony, bo byliśmy drużyną, która miała więcej okazji do strzelenia bramek. Nie zrealizowaliśmy planu zakładającego objęcie prowadzenia na początku meczu. A to że straciliśmy gola po stałym fragmencie gry to już chyba tradycja.
(r)
|