strona główna


Bolesny gol
Widzew Łódź - HEKO Czermno 1:0
8 kwietnia 2006,18,00 - Łódź

Podopieczni trenera Józefa Antoniaka rozegrali w Łodzi bardzo dobry mecz i byli bliscy sprawienia kolejnej niespodzianki (w środę bezbramkowo zremisowali z innym faworytem ligi - Jagiellonią Białystok).

Widzew: 21. Bartosz Fabiniak - 14. Marcin Nowak, 19. Piotr Stawarczyk, 4. Bartłomiej Konieczny - 7. Sławomir Szeliga (78, 11. Rafał Pawlak), 6. Jarosław Białek, 17. Adam Kardasz (53, 10. Kamil Kuzera), 9. Łukasz Trałka, 20. Jakub Wawrzyniak - 26. Damian Świerblewski (46, 22. Zeal), 18. Bartłomiej Grzelak.

HEKO: 1. Marcin Mańka - 22. Dariusz Walęciak (81, 19. Bartłomiej Socha), 4. Jarosław Solarz, 14. Jewgienij Branowickij - 17. Krzysztof Trela, 6. Hubert Kościukiewicz (83, 3. Marek Drozd), 13. Grzegorz Cheda, 8. Adrian Sobczyński, 5. Łukasz Matuszczyk (61, 18. Przemysław Pałkus) - 10. Krystian Kanarski, 11. Paweł Woźniak.

żółte kartki: Solarz, Woźniak, Matuszczyk, Mańka.

sędziował: Tomasz Cwalina (Gdańsk).
widzów: 7.000.

Niestety, stracona bramka w czwartej minucie doliczonego czasu gry zabrała drużynie z Czermna punkt, na który HEKO zasłużyło. Nasz zespół przez całe spotkanie nie ustępował bowiem renomowanemu rywalowi.

Decydująca akcja meczu miała miejsce w 94 minucie. Piłkę ze środka pola od Ihaenacho otrzymał Bartłomiej Grzelak, zobaczył, że Marcin Mańka stoi wysunięty dwa metry przed bramką i z 26 metrów zdecydował się na uderzenie. Trzeba przyznać, że strzał był piękny, mocno uderzona piłka wylądowała tuż pod poprzeczką i bramkarz HEKO nie miał żadnych szans. - Uderzenie było rzeczywiście przedniej marki, ale boli, gdy traci się gola w ostatnich sekundach - mówił po meczu właściciel zespołu z Czermna Henryk Konieczny.

Był spalony czy nie
Ale kto wie, jak potoczyłyby się losy spotkania, gdyby w 88 minucie sędzia uznał bramkę dla HEKO. Wtedy to doszło do sporego zamieszania w polu karnym Widzewa, wyróżniający się na boisku Paweł Woźniak podał do Krystiana Kanarskiego i ten trafił do siatki. Radość w obozie HEKO była jednak przedwczesna, bo sędzia boczny Katarzyna Nadolska podniosła chorągiewkę, a główny odgwizdał spalonego. - Moim zdaniem spalonego nie było i nawet w obozie gospodarzy zdania są podzielone, bo zapytany na konferencji przez dziennikarzy trener bramkarzy Widzewa Józef Młynarczyk nie wiedział, co odpowiedzieć- mówi Grzegorz Pawlik, Kierownik drużyny HEKO.

Sytuacja była dosyć kontrowersyjna i wzbudziła spore poruszenie w ekipie gości, bo to już drugi mecz z rzędu, w którym drużynie HEKO sędzia nie uznaje gola. Podobnie było również w środę w Białymstoku.

Trenera Antoniaka i ekipę z Czermna dodatkowo rozzłościł fakt, że w Łodzi czwartą żółtą kartkę zobaczył bramkarz Marcin Mańka i będzie musiał pauzować w środowym zaległym pojedynku z Zawiszą Bydgoszcz (początek o godzinie 15.30). - Trochę to dziwne, że akurat Marcin dostał kartkę, choć w polu karnym pod koniec meczu przepychało się wielu piłkarzy - dodał Grzegorz Pawlik.

Mądra gra
Dobrze ustawione HEKO od początku grało w Łodzi bardzo mądrze i konsekwentnie. W przodzie był jedynie Kanarski, którego wspierał Woźniak a składająca się z pięciu pomocników druga linia skutecznie zabezpieczyła środek pola. Efekt był taki, że Widzew w żaden sposób nie był w stanie zdobyć przewagi nad HEKO i nie potrafił wypracować klarownych bramkowych sytuacji.

Wprawdzie kilka razy próbowali strzelać mało widoczny w tym czasie Grzelak - a także Wawrzyniak, Swierblewski i z dystansu Nowak, ale strzały były albo mało precyzyjne, albo z łatwością bronił je Mańka,

W pierwszej połowie niezłą okazję miało też HEKO. W 35 minucie w narożniku pola karnego znalazł się Woźniak, wyciągnął Fabiniaka z bramki, ale piłka po jego strzale przeszła minimalnie obok słupka.

W drugiej części meczu obraz gry nie zmienił się. HEKO konsekwentnie grało swoje, a "widzewiacy" nie mogli znaleźć sposobu dobrze zorganizowaną obronę gości, choć dobre okazje miał wtedy Tralka. O wszystkim zadecydowała jednak dopiero ostatnia, 94 minuta.
/SAW/


10-04-2006