|
Niestety, stracona bramka w czwartej minucie doliczonego czasu gry zabrała drużynie z Czermna punkt, na który HEKO zasłużyło. Nasz zespół przez całe spotkanie nie ustępował bowiem renomowanemu rywalowi.
Decydująca akcja meczu miała miejsce w 94 minucie. Piłkę ze środka pola od Ihaenacho otrzymał Bartłomiej Grzelak, zobaczył, że Marcin Mańka stoi wysunięty dwa metry przed bramką i z 26 metrów zdecydował się na uderzenie. Trzeba przyznać, że strzał był piękny, mocno uderzona piłka wylądowała tuż pod poprzeczką i bramkarz HEKO nie miał żadnych szans. - Uderzenie było rzeczywiście przedniej marki, ale boli, gdy traci się gola w ostatnich sekundach - mówił po meczu właściciel zespołu z Czermna Henryk Konieczny.
Był spalony czy nie
Ale kto wie, jak potoczyłyby się losy spotkania, gdyby w 88 minucie sędzia uznał bramkę dla HEKO. Wtedy to doszło do sporego zamieszania w polu karnym Widzewa, wyróżniający się na boisku Paweł Woźniak podał do Krystiana Kanarskiego i ten trafił do siatki. Radość w obozie HEKO była jednak przedwczesna, bo sędzia boczny Katarzyna Nadolska podniosła chorągiewkę, a główny odgwizdał spalonego. - Moim zdaniem spalonego nie było i nawet w obozie gospodarzy zdania są podzielone, bo zapytany na konferencji przez dziennikarzy trener bramkarzy Widzewa Józef Młynarczyk nie wiedział, co odpowiedzieć- mówi Grzegorz Pawlik, Kierownik drużyny HEKO.
Sytuacja była dosyć kontrowersyjna i wzbudziła spore poruszenie w ekipie gości, bo to już drugi mecz z rzędu, w którym drużynie HEKO sędzia nie uznaje gola. Podobnie było również w środę w Białymstoku.
Trenera Antoniaka i ekipę z Czermna dodatkowo rozzłościł fakt, że w Łodzi czwartą żółtą kartkę zobaczył bramkarz Marcin Mańka i będzie musiał pauzować w środowym zaległym pojedynku z Zawiszą Bydgoszcz (początek o godzinie 15.30). - Trochę to dziwne, że akurat Marcin dostał kartkę, choć w polu karnym pod koniec meczu przepychało się wielu piłkarzy - dodał Grzegorz Pawlik. Mądra gra
Dobrze ustawione HEKO od początku grało w Łodzi bardzo mądrze i konsekwentnie. W przodzie był jedynie Kanarski, którego wspierał Woźniak a składająca się z pięciu pomocników druga linia skutecznie zabezpieczyła środek pola. Efekt był taki, że Widzew w żaden sposób nie był w stanie zdobyć przewagi nad HEKO i nie potrafił wypracować klarownych bramkowych sytuacji.
Wprawdzie kilka razy próbowali strzelać mało widoczny w tym czasie Grzelak - a także Wawrzyniak, Swierblewski i z dystansu Nowak, ale strzały były albo mało precyzyjne, albo z łatwością bronił je Mańka,
W pierwszej połowie niezłą okazję miało też HEKO. W 35 minucie w narożniku pola karnego znalazł się Woźniak, wyciągnął Fabiniaka z bramki, ale piłka po jego strzale przeszła minimalnie obok słupka.
W drugiej części meczu obraz gry nie zmienił się. HEKO konsekwentnie grało swoje, a "widzewiacy" nie mogli znaleźć sposobu dobrze zorganizowaną obronę gości, choć dobre okazje miał wtedy Tralka. O wszystkim zadecydowała jednak dopiero ostatnia, 94 minuta.
/SAW/ |