strona główna

4 września 2005, 15:30 - Sosnowiec
Zagłębie Sosnowiec 0-0 HEKO Czermno

SOSNOWICZANIE NIE POTRAFIĄ GRAĆ Z BENIAMINKAMI - Festiwal pudeł

Zabrakło goli, ale nie brakowało emocji. Zagłębie mogło poprawić sobotni rekord Górnika Polkowice, albowiem wypracowało sobie kilkanaście stuprocentowych okazji, ale ani razu nie trafiło do siatki..

Zagłębie S.: 25. Marcin Bęben - 4. Arkadiusz Kłoda, 17. Dženan Hošić, 20. Daniel Treściński, 4. Admir Adžem - 7. Dawid Skrzypek, 5. Marcin Lachowski, 2. Janusz Wolański (74, 12. Robert Piętka), 10. Daniel Chylaszek (66, 22. Bartłomiej Chwalibogowski) - 9. Hadis Zubanović (69, 11. Wojciech Małocha), 15. Przemysław Pitry.

HEKO: 1. Marcin Mańka - 3. Marek Drozd, 4. Jarosław Solarz, 6. Hubert Kościukiewicz, 15. Marcin Boguś (66, 5. Łukasz Matuszczyk) - 11. Philip Umukoro, 8. Adrian Sobczyński, 23. Tomasz Nawrot, 17. Krzysztof Trela (46, 2. Patryk Dworzyński) - 9. Ladislav Luka (46, 16. Marcin Folc), 10. Krystian Kanarski.

żółte kartki: Hošić - Nawrot, Sobczyński.
czerwona kartka: Marcin Bęben (73. minuta, Zagłębie S., za faul poza polem karnym).

sędziował: Artur Radziszewski (Warszawa).
widzów: 5000.

 

Autorem największej liczby zmarnowanych szans był Przemysław Pitry, który mógł w jednym spotkaniu zapewnić sobie tytuł króla strzelców całych rozgrywek. Po meczu sosnowiecki napastnik sprawiał wrażenie kompletnie zagubionego człowieka. - Można było wygrać nawet i 7:0 i sam nie wiem, co się stało - mówił przybitym głosem Pitry. - Już w drugiej minucie miała być bramka, ale trafiłem w poprzeczkę. Przykro nam, że nie wykorzystaliśmy ani jednej sytuacji i możemy tylko przeprosić kibiców. Jesteśmy teraz załamani, ale na pewno się podniesiemy.

Komu kara?
W zupełnie innym nastroju był trener HEKO Janusz Białek. Mieliśmy dużo szczęścia, ale tak też bywa w futbolu. Do Sosnowca podróżowaliśmy przez Częstochowę i może dlatego Opatrzność nad nami czuwała - żartował szkoleniowiec.

Białek dokonał w przerwie dwóch zmian i późniejsza gra beniaminka nie wyglądała tak rozpaczliwie źle, jak w pierwszej odsłonie. - Jedna zmiana była natury wychowawczej, chłopak nie realizował założeń taktycznych, więc musiały być konsekwencje - dodał trener, który nie zdradził jednak, czy kara dotyczyła Krzysztofa Treli czy też Ladislava Luki.

Błąd Bębna
W pierwszej części przyjezdni ani razu nie postraszyli bezrobotnego Marcina Bębna, natomiast Zagłębie bez przerwy gościło na szesnastce HEKO. Miejscowi piłkarze byli jednak dziwnie zagubieni i pudłowali w idealnych sytuacjach. - Po dziesięciu minutach myśleliśmy, że ich zmiażdżymy. Taką mieliśmy przewagę. Ale nic z tego nie wynikało i sam nie wiem, co o tym sądzić. Jeszcze takiego meczu nie grałem - szczerze stwierdził dynamiczny Arkadiusz Kłoda, z którego rajdów i dośrodkowań nie potrafili skorzystać koledzy z przedniej linii.

W 72. minucie Bęben wybiegł nierozważnie poza pole karne i sfaulował Marcina Folca. No i arbiter musiał sosnowieckiego bramkarza odesłać do szatni. - Marcin był spóźniony, niepotrzebnie się zawahał - wyjaśnił całą sytuację trener Krzysztof Tochel, który nie chciał jednak zdradzić, czy jego piłkarz zapłaci regulaminową karę. Chwilę później grający w przewadze goście zdobyli gola, po strzale z bliska Marka Drozda, ale asystent głównego wcześniej poderwał chorągiewkę do góry, sygnalizując spalonego. Później sytuacja wróciła do normy i osłabione Zagłębie nadal atakowało. Po główkach Dawida Skrzypka i Wojciecha Małochy piłka lądowała na poprzeczce. W ten sposób przepadły dwa zasłużone punkty.

JERZY MUCHA


   Tekst cytowany za 05/09/2005