| Na stadion w Czermnie przyszła garstka kibiców, ale na brak emocji nie mogła narzekać. Zobaczyli bowiem sześć bramek i niezły w sumie mecz. Nie ma wątpliwości, że piłkarsko lepszym zespołem byli goście, ale też HEKO wcale nie musiało schodzić z boiska pokonane. A przegrało, bo popełniło zbyt wiele błędów w obronie, a dwa gole obciążają konto bramkarza Łukasza Mariaka, który z konieczności zastąpił w bramce pauzującego za żółte kartki Marcina Mańkę. Szyki gospodarzom pokrzyżowała też kontuzja Dariusza Walęciaka. Prawy obrońca HEKO w 19 minucie zderzył się z jednym z graczy Zawiszy i rozciętą głową musiał opuścić boisko.
Od pierwszych minut oba zespoły szybko biegały po boisku, dużo było powietrznej walki i dużo starć. Chaotyczne z początku HEKO po kwadransie uporządkowało szyki i gdy zaczęło grać lepiej... straciło bramkę. W 35 minucie z rzutu rożnego dośrodkowywał dobrze znany w naszym regionie z występów w KSZO Ostrowiec Arkadiusz Miklosik, Michalski strzelił głową, Mariak nie zdołał opanować piłki, choć miał już ją praktycznie w rękach i Beniamin Imeh z bliska wpakował ją do siatki. W tym czasie gospodarze odpowiedzieli tylko jedną groźną akcją, ale strzał Krystiana Kanarskiego przeszedł obok słupka.
Po przerwie widowisko było dużo lepsze, choćby z tego względu, że padło 5 goli. Najpierw świetne dwie minuty mieli gospodarze. W 55 gospodarze egzekwowali rzut rożny, Kanarski zagrał krótko o Przemysława Pałkusa, ten idealnie dośrodkował na głowę Krzysztofa Treli i było 1:1. Kibice jeszcze nie zdążyli nacieszyć się z bramki, a już HEKO prowadziło 2:1. Branowicki zagrał długą piłkę między obrońców do Kanarskiego, ten wygrał pojedynek z defensorami Zawiszy i strzałem z linii pola karnego umieścił piłkę w siatce.
Wydawało się, że gospodarze pójdą za ciosem i jak nic będą mieli trzy punkty. Ale niestety. Najpierw po rzucie wolnym Mariak ustawił mur i stanął tak, że Miklosik pokonał go strzałem z rzutu wolnego w środek bramki, potem trzech obrońców HEKO przyglądało się jak Tomasz Bekas odwraca się z piłką i strzela z 17 metrów tuż przy słupku, a w końcu Hubert Kościukiewicz sfaulował w polu karnym innego byłego gracza KSZO - Tomasza Feliksiaka i sędzia podyktował "jedenastkę". Wykorzystał ją Michalski i zrobiło się 2:4.
Gospodarze nie rezygnowali z ataków na bramkę Zawiszy, ale nie dało to rezultatu. Co prawda strzelili nawet gola przy stanie 2:2, ale sędzia uznał, że Socha był na spalonym.
Szansę na rehabilitację podopieczni trenera Jóżefa Antoniaka będą mieli już w sobotę. O godzinie 13 znów zagrają na własnym stadionie, tym razem z Zagłębiem Sosnowiec. Mówią trenerzy:
Bogusław Baniak, Zawisza: - Jechałem tutaj z duszą na ramieniu, bo słyszałem, że na boisku nie ma trawy. Nie po to trenowaliśmy w Turcji na zielonych boiskach, by teraz kopać się na takim piachu. Ale muszę przyznać, że jak na te warunki, to mecz był dobry i emocjonujący. Byliśmy zespołem lepszym i wygraliśmy zasłużenie. Mam tylko pretensje do zawodników, że przez dwie minuty zdrzemnęli się i dostaliśmy dwa gole.
Józef Antoniak, HEKO: - W bramce z powodu kartek nie mógł wystąpić Marcin Mańka i to było dla nas wielkie osłabienie, bo jak się okazało Mariak zawinił przy dwóch golach. Strzał, jaki przepuścił przy rzucie wolnym wykonywanym przez Miklosika, nie powinien się zdarzyć bramkarzowi w drugiej lidze. W dodatku całą koncepcję rozbiła nam kontuzja Walęciaka i musieliśmy dokonać zmian w obronie. Mój zespół odczuwał jeszcze trudy sobotniego meczu z Widzewem w Łodzi i wielu zawodników zagrało słabiej.
Sławomir STACHURA |