
|
Familiada W Polsce Jest kilka miejscowości o nazwie Czermno, ale od pewnego czasu, ta najmniejsza, leżąca między Końskimi I Piotrkowem Trybunalskim i licząca zaledwie 1200 mieszkańców, jest najbardziej znana. Do niedawna z fabryki owiewek samochodowych, a od kilku miesięcy z powodu klubu Heko, który walczy o awans do drugiej ligi. Zarówno klub jak i fabryka należą do Henryka Koniecznego, którego rodzice pochodzili z Czermna i gdzie zostawili w spadku kawał ziemi. Tak zaczyna się opowieść o człowieku, któremu po sukcesie finansowym, zamarzyły się też laury sportowe i jest na na|lepszej drodze do realizacji celu. Owiewki i opony Klub przyjął oczywiście nazwę Heko, od inicjałów właściciela, prezesa i sponsora w jednej osobie. Jednak zanim nowopowstały zespół przystąpił do ligowej rywalizacji, zagrał mecz z drużyną Reszty Świata, która składała się z zawodników z okolicznych miejscowości, między innymi Woli Szkuckiej i Falkowa. Patronat nad wydarzeniem objęła pani Mariola. I mimo, że Heko wyraźnie przegrało, pani prezes była zachwycona frekwencją na okolicznych drzewach i pagórkach. Niektórzy przynieśli nawet opony, by nie siedzieć na gołej ziemi. Żona prezesa jeszcze bardziej ucieszyła się, gdy mąż obiecał, że stworzy w Czermnie zawodowy klub i pokaże małżonce, jak wygląda poważna piłka. W 1998 roku zgłoszono zespół do rozgrywek, z boiska przepędzono bydło i rozpoczęto budowę obiektów oraz stadionu. Zupełnie nieoczekiwanie zespół amatorów zaczął wygrywać mecz za meczem. I rok w rok awansował o ligę wyżej. O klubiku z Czermna mówiono w regionie coraz lepiej, ale w dalszym ciągu nikt nie brał poważnie planów Koniecznego. Piłkarze i działacze musieli wysłuchiwać ironicznych komentarzy na temat własnej miejscowości, a wieśniaki to jedno z najłagodniejszych określeń. - Co z tego, że jesteśmy ze wsi - mówi Konieczny. - Znam wielu ludzi, którzy urodzili się w mieście, ale zachowują gorzej od ludzi z prowincji. Dawniej słowo wieśniak trochę bolało, a teraz nie zwracam na to uwagi. Szczególnie cięci na wiejski klubik byli lokalni rywale z Końskich, którzy w rozgrywkach czwartej ligi przyjechali na derby. - Kibice gości rozwiesili transparent: Jak świat światem, wieś nie wygra z powiatem, ale już do przerwy ich teoria legła w gruzach, bo przegrywali 0:2. Zamiast powalczyć o honor, wsiedli do autokaru i obrażeni odjechali - wspominają w Czermnie. Sezon później miastowi z Końskich nie musieli już jeździć na wiochę, bo Heko awansowało do trzeciej ligi. Spiker i gliniarz Trening z Barcą Szkoleniowiec mieszka w pobliskiej Włoszczowej i codziennie dojeżdża 30 kilometrów. W Heko pracuje już znacznie dłużej, ale do ubiegłej wiosny był asystentem Zbigniewa Karbownika. Po serii gorszych wyników zajął jego miejsce, ale pracę w klubie musi godzić z nauką w Szkole Trenerów przy warszawskiej AWF, Ponieważ w tak ważnym momencie sezonu prezes uznał, że mało doświadczony jeszcze szkoleniowiec ma za dużo obowiązków, przesunął go do prowadzenia rezerw, a stanowisko trenera trzecioligowców powierzył Pawłowi Kowalskiemu, zwolnionemu raptem kilka dni wcześniej z Pelikana Łowicz. - Naszym celem jest pozyskiwanie piłkarzy za darmo, ale muszą to być zawodnicy głodni sukcesu, którzy chcą coś osiągnąć w futbolu - twierdzi prezes. - U nas piłkarz ma nie tylko gwarancję gry w solidnym zespole, ale też zapewnioną opiekę medyczną i stabilizację finansową. Pieniędzy nie płacimy może wielkich, ale zawsze na czas. O tym, że w Heko warto się promować pokazuje przykład Grzegorza Piechny i Jakuba Grzegorzewskiego. W zeszłym sezonie obaj występowali właśnie w Czermnie, a za kilka tygodni będą, już w barwach Korony Kielce, pierwszoligowcami. Mało tego, Piechna jest liderem wśród drugoligowych strzelców. W Heko nie ma wielkich gwiazd, ale są zawodnicy, którzy w niezbyt przyjemnych okolicznościach rozstawali się z poprzednimi klubami i teraz dążą do jak najszybszego rewanżu, najlepiej już w drugiej lidze. Siłą zespołu jest kolektyw, a w kadrze nie ma zawodnika, który zdecydowanie by się wyróżniał. Największą karierę wróży się Pawłowi Zawistowskiemu, ale i przed nim jeszcze daleka droga by spełnił marzenie i wziął udział chociaż w treningu FC Barcelona. Na razie on i koledzy marzą o awansie do drugiej ligi. Taki sam cel mają wszyscy pracujący w Heko, a najbardziej na grze szczebel wyżej zależy Koniecznemu, który nie wie, jak długo jaszcze będzie się bawił w piłkę. - Ale za to wiem, że ta miejscowość i ten klub na zawsze będą mi bliskie i na pewno nie zabiorę ludziom tak przyjemnej rzeczy jak piłka nożna. Bo dawniej w Czermnie był tylko bar Bajka, a teraz jest już niemal profesjonalny futbol. Maciej SZMIGIELSKI
|
|