strona główna


Twierdza padła....


Kmita Zbierzów - HEKO Czermno 2:4 (0:4)


Kmita: Brzeziński - Kraus, Łuszczek (46 P. Gawęcki), Giza (46 Strzemoński), Jędrszczyk (46 Lizak) - D. Gawęcki, Bębenek, Bagnicki, Filipczak - Łęcz, Czerwiec (46 Bogusz).
HEKO: Mariak - Baliński, Zawistowski, Matuszczyk - Cheda, Kościukiewicz, Trela, Łęgowiak (85 Dymek), Pluta - Kanarski (88 Płaza), Gondzia (50 Zachnik).
Sędziował: Reczek (Katowice)
Żółte kartki: Kościukiewicz, Gondzia, Trela, Matuszczyk, Cheda, Płaza.
Widzów: 600


Gratulacje - to był piękny gol

- Obawialiśmy się tego meczu. Kmita to solidny przeciwnik. Zwłaszcza na swoim terenie Zabierzów nie zwykł marnować punktów. Okazało się jednak, że daliśmy rywalom prawdziwą lekcję futbolu - mówił po meczu zadowolony prezes HEKO Henryk Konieczny.

Nasza drużyna w dotychczasowych meczach wyjazdowych zdobyła zaledwie jeden punkt. Nic zatem dziwnego, że obaw przede wyjazdem do Zabierzowa było sporo. Okazało się, że były płonne. - Pod każdym względem byliśmy drużyną lepszą od Kmity. - Rozstrzygnęliśmy całą sprawę już do przerwy. Wypada się cieszyć, bo nareszcie wszystkie ogniwa zespołu spisują się tak jak powinny - powiedział nam Arkadiusz Gondzia, napastnik Czermna, bohater sobotniej potyczki.
HEKO rozpoczęło z ogromnym animuszem. W 3 minucie Łukasz Baliński uciekł prawą stroną. Dośrodkowanie trafiło na głowę Krystiana Kanarskiego. Robert Brzeziński zdołał sparować piłkę, ale przy dobitce Gondzi był bezradny. Zimny prysznic, jaki dostali gospodarze sprawił, że Kmita był zupełnie bezradny. W 22 minucie przewaga HEKO znów znalazła bramkowe odzwierciedlenie, Grzegorz Cheda zagrał z prawego skrzydła do Kanarskiego. Ten, atakowany przez dwóch rywali, przepuścił futbolówkę, a zamykający akcję Gondzia trafił do pustej bramki. Najładniejszą akcję HEKO przeprowadził w 28 minucie. Krzysztof Trela ograł dwóch rywali. "Klepka" z Gondzią i Trela wyszedł na pozycję sam na sam. Zwód, bramkarz gospodarzy padł na ziemię, podczas gdy pomocnik Czermna kopnął piłkę do pustej bramki. - Byliśmy zszokowani, bo m graliśmy świetny futbol, a rywale nie wiedzieli, co się dzieje - wyznaje szczerze Andrzej Dec, trener HEKO.

Na tym nie koniec popisów jego podopiecznych. W 31 minucie Jarosław Łęgowiak rzucił prostopadłą piłkę do wychodzącego na czystą pozycję Gondzi. I tym razem napastnik Czermna pokazał klasę, spokojnie ogrywając Brzezińskiego.
W drugiej połowie rywalizacja toczyła się pod dyktando... arbitra z Katowic. Sędzia pomagał jak mógł drużynie z Zabierzowa. W 50 minucie arbiter pokazał wyimaginowany rzut karny. Pewnym jego egzekutorem okazał się Krzysztof Filipczak. Podobnie było w 90 minucie, gdy Filipczak, strzałem z 11 metrów ustalił wynik konfrontacji.
- Zagraliśmy naprawdę dobre zawody. To była spora namiastka tego, co drużyna prezentowała w poprzednim sezonie - skwitował boiskową rywalizację prezes Konieczny.

Tekstcytowany za "Słowem Ludu"