|
Kolporter Korona Kielce - Heko Czermno 1:3 (1:2)
0:1 Jakub Grzegorzewski 8 min, 1:1 Piotr Bajera 16, 1:2 Grzegorz
Cheda 29,1:3 Grzegorzewski 73.
Kolporter Korona: Mierzwa 3 - Pastuszka 4, Gołąbek 2 (46
Zabłocki 2), Nakielski 4, Rutka 5 - Michalski 4 - Kuzera 4 (73 Kajda
nie klas.), Hermes 5, Frankiewicz 2 (46 Wójcik 2), Cichoń 5 - Bajera
5 (73 Małocha nie klas.).
Heko: Łukiewicz 7 - Stefańczyk 7, Walęciak 7, Dworzyński
6 (73 Zawistowski nie klas.) - Kościukiewicz 7 - Cheda 7 (88 Józefowski
nie klas.), Wojtaszek 7, Zimoch 6 (80 Matuszczyk nie klas), Trela
7 - Piechna 7, Grzegorzewski 9.
Żółte kartki: Kuzera, Małocha (Kolporter), Walęciak, Piechna
(Heko).
Sędziował M. Trofimiec z Kielc.
Widzów 5 tys.
Puchary i gratulacje
Nie udał się kielczanom rewanż za porażkę z jesieni. Odgrażali się,
że "dokopią" rywalowi, ale - podobnie jak w Czermnie -
przegrali 1:3 i podobnie jak w jesiennych derbach byli wyraźnie
słabsi. Ale choć po meczu piłkarze gospodarzy w specjalnie przygotowanych
kolorowych fryzurach z okazji awansu byli zmartwieni, to kibice
wybaczali im porażkę. A wszystko dlatego, że już tydzień temu Kolporter
Korona wywalczył awans do drugiej ligi, wygrywając 2:1 w Krakowie
z Hutnikiem. W trakcie meczu i po były więc śpiewy, gratulacje i
puchary. Pierwszy, jeszcze przed meczem, wręczył kielczanom Henryk
Konieczny, prezes Heko, kolejne, już w przerwie, minister Andrzej
Szejna i prezes Świętokrzyskiego Związku Piłki Nożnej Mirosław Malinowski.
Gdyby nie walkower
Już przed meczem było widać, że Heko jest niesamowicie zmobilizowane.
Wprawdzie po decyzji Najwyższej Komisji Odwoławczej Polskiego Związku
Piłki Nożnej, która odebrała punkty za walkower drużynie z Czermna
i ta znów spadła za Stal Rzeszów, na trzecie miejsce w tabeli, ale
też wiedziała, że tylko zwycięstwo da cień szansy na baraże. Goście
chcieli tę szansę wykorzystać. I wykorzystali.
W Kolporterze Korona ze względu na żółte kartki nie mógł zagrać
kapitan drużyny Arkadiusz Bilski. I jego brak widać było od pierwszych
minut. Trener Dariusz Wdowczyk zdecydował się trochę na niekonwencjonalne
ustawienie, bo w środku operowali Hermes, Frankiewicz i Michalski.
Mocna druga linia Heko, na czele z Wojtaszkiem i Zimochem, szybko
jednak opanowała środek pola i niepodzielnie panowała aż do końca
meczu.
Każda formacja
Tak na dobrą sprawę goście byli w sobotę lepsi w każdej formacji.
Ataku Piechna - Grzegorzewski specjalnie rekomendować nie trzeba,
bo to zdecydowanie najlepszy atak ligi. Druga linia też przewyższała
pomoc gospodarzy, lepiej operowali piłką wspomniani Wojtaszek, Zimoch,
a na skrzydłach Cheda z Trelą, pięknie "czyścił przedpole"
Kościukiewicz. Defensywa Heko nie popełniała takich błędów, jak
Kolportera Korony. Walęciak, zastępujący pauzującego za kartki Łęgowiaka,
był pewny i zdecydowany, a boczni defensorzy łatwo radzili sobie
z atakami rywala.
Szybkie gole
Od pierwszych minut mecz był bardzo szybki. Heko grało "swoje",
czyli kontrą zaczynającą się dokładnym podaniem ze środka pola,
która trafiało do jednego z napastników. Prowadzenie goście zdobyli
jednak po stałym fragmencie gry. Z prawej strony z rzutu wolnego
piłkę wrzucił Krzysztof Trela, a "wchodzący na nią" Jakub
Grzegorzewski ładnie uderzył głową i choć strzał nie był mocny Przemysław
Mierzwa nie zdołał zapobiec nieszczęściu.
W 13 minucie Heko wyprowadziło kontrę w swoim stylu, jednak Grzegorzewski
zbyt głęboko wrzucił piłkę do Piechny i Mierzwa ją złapał. Trzy
minuty później kielczanie cieszyli się z wyrównania. Tym razem Hermes
idealnie dograł do Piotra Bajery i najskuteczniejszy w ostatnich
meczach gracz lidera uderzeniem z bliska pokonał Sebastiana Łukiewicza.
Niespełna kwadrans później Heko znów prowadziło. Tym razem Hubert
Kościukiewicz dostrzegł wychodzącego na pozycję Grzegorza Chedę,
obsłużył go bardzo dobrym podaniem, a Cheda widząc wychodzącego
z bramki Mierzwę strzelił po ziemi obok niego.
Istotny wpływ na losy meczu miała 34 minuta. Wtedy to, po podaniu
Kamila Kuzery, "soczystym" uderzeniem pod poprzeczkę z
7 metrów popisał się Bajera, ale dobrze ustawiony Łukiewicz fenomenalną
paradą zapobiegł utracie gola. Piłkarze i trenerzy Heko mówili potem,
że ta sytuacja wyraźnie ich podbudowała i "dodała skrzydeł".
Po przerwie trener Wdowczyk zmienił ustawienie, za Gołąbka i Frankiewicza
wprowadził na boisko Wójcika i Zabłockiego, ale niewiele to dało.
Heko grało ostrożniej w tyłach, mając korzystny rezultat broniło
się większą liczbą zawodników, czyhając na kontry. I wyprowadziło
ich kilka ( m.in. 47 min, 67 gdy bliski szczęścia był Piechna),
ale jedna, znów po błędzie defensywy Korony, przyniosła im powodzenie.
W 72 minucie uruchomiony długim podaniem Grzegorzewski popędził
prawą stroną boiska, znów niepotrzebnie wychodził z bramki Mierzwa,
piłki nie wybił w porę Maciej Pastuszka i zrobiło się 1:3. W tym
momencie losy meczu były rozstrzygnięte.
Kibice super!
Tak więc Kolporter Korona przegrał w ostatnim w tym sezonie meczu
przed własną publicznością, ale wspaniale zachowali się kibice,
którzy do końca dopingowali zespół. Pięknie wyglądał stadion, gdy
w pewnym momencie fani Korony, siedząc na ogrodzeniu wzdłuż całego
boiska, odpalili race. A po końcowym gwizdku wbiegli na murawę i
przed klubowym budynkiem wiwatowali na cześć zespołu. Śpiewom nie
było końca. Potem część kibiców przeniosła się na plac Wolności.
Niektórzy awans do drugiej ligi świętowali tam prawie do rana.
Mówią trenerzy
Andrzej Dec, Heko: - Na początku chciałbym pogratulować
trenerowi Wdowczykowi awansu do drugiej ligi. Jeśli chodzi o mecz,
to jestem bardzo zadowolony, bo drużyna w pełni zrealizowała zadania
taktyczne. Szybko objęliśmy prowadzenie, potem co prawda Korona
wyrównała, ale znów zdobyliśmy bramkę, a świetna obrona Sebastiana
Łukiewicza dodała mojej drużynie "skrzydeł" i uwierzyliśmy,
że możemy dzisiaj wygrać. Specjalnie przygotowywaliśmy się do tego
meczu, bo nie wiedzieliśmy, jaka będzie decyzja PZPN w sprawie walkoweru.
Jest taka a nie inna, mówi się trudno. Jest jeszcze jeden mecz i
cień szansy na to, że jednak zagramy w barażach.
Dariusz Wdowczyk, Kolporter Korona: - Dziękuję za gratulacje.
Cóż, cieszę się, że awans wywalczyliśmy tydzień temu w Krakowie,
bo dziś niewiele mieliśmy atutów. Nie było praktycznie możliwości
stworzenia sytuacji bramkowej. Zawiodły wszystkie formacje, a gole
straciliśmy po indywidualnych błędach. Moja drużyna w tym tygodniu
chyba za mocno świętowała. Nie mam nic przeciwko świętowaniu, ale
gdy przyjdzie sobota, dzień meczu, to powinna być pełna mobilizacja.
Po meczu powiedzieli
Sebastian Łukiewicz: - Zagraliśmy dobrze i odnieśliśmy w
pełni zasłużone zwycięstwo. Strzał z 7 metrów Bajery udało mi się
obronić, ale byłem dobrze ustawiony. Gdyby strzelił trochę w bok,
byłbym bez szans.
Krzysztof Trela: - To nie był nasz najlepszy mecz, graliśmy
lepsze. Ostatnio, gdy grałem na tym stadionie jesienią jeszcze w
barwach Pogoni Staszów, przegrałem 0:4. Chciałem więc pokazać się
z jak najlepszej strony i chyba się udało. Moim zdaniem w Koronie
kilku zawodników nie nadaje się do gry w drugiej lidze. Skład wymaga
wzmocnień.
Grzegorz Piechna: - Prezentowaliśmy się lepiej w każdej formacji
i powtórzyliśmy wynik z jesieni. Korona zagrała słabo, szczególnie
w pomocy i w ataku. Tu przewyższaliśmy ją zdecydowanie. I nie wierzę
w takie opowiastki, że Korona podeszła do meczu na luzie i dlatego
było nam łatwiej. Wiem, że kielczanie bardzo chcieli zrewanżować
się nam za jesienną porażkę. Ale chcieć a móc, to dwie różne sprawy.
Dariusz Frankiewicz: - Nie wyszedł nam mecz. Niektórzy kibice
pewnie myślą, że odpuściliśmy, ale naprawdę bardzo chcieliśmy dziś
wygrać. Chyba po zwycięstwie w Krakowie nastąpiło u nas zbyt duże
rozluźnienie. Nawet na treningach było już takie lelum polelum.
A Heko było maksymalnie zmobilizowane i osiągnęło sukces.
Sławomir STACHURA
|