| |
strona
główna
BRONIŁ JAK NATCHNIONY.
|
Polonia Przemyśl - Heko Czermno 0:0
HEKO: Mariak - Baliński, Gorzak, Matuszczyk - Cheda, Kościukiewicz,
Zawistowski (85 Stępień), Pluta (75 Gondzia), Trela - Zachnik, Kanarski
(65 Zimoch)
Polonia: Szramowiat - Strzałkowski, Hynowski, Kud, Smycz
- Pankiewicz, Szczygieł (46 Wojtas), Marszałek (46 Chwasta), Gwóźdź
- Rybkiewicz, Quaye (83 Pilawa)
Sędziował: Łukasz Śmietanka z Radomia
Żółte kartki: Hynowski, Quaye (Polonia), Baliński (HEKO)
Widzów: 300
|
|
Piłkarze HEKO wywalczyli jeden punkt na wyjeździe, choć przy odrobinie
szczęścia mogli wracać z Przemyśla z kompletem. "Grzechem głównym"
piłkarzy z Czermna znowu była fatalna skuteczność, bo nie wykorzystywali
wyśmienitych sytuacji. Przyznać jednakże trzeba, że gospodarze też
mieli mnóstwo okazji i gdyby nie kapitalna postawa Łukasza Mariaka
w bramce HEKO, to goście mogliby wracać "na tarczy". W
sumie remis nie krzywdzi żadnej z drużyn, choć obydwaj trenerzy
nie są usatysfakcjonowani wynikiem. W pierwszej odsłonie tego niezbyt
porywającego porywającego widowiska bliżsi szczęścia byli gospodarze.
Już w pierwszym kwadransie gry dogodnych sytuacji nie wykorzystali
Quaye i Smycza. W obu przypadkach dobrze interweniował Łukasz Mariak,
podobnie jak przy strzale Rybakiewicza w 17 minucie. W 36 minucie
czarnoskóry zawodnik Polonii Quaye, sprytnie ograł dwóch obrońców
HEKO i ... w teatralnym geście upadł w polu karnym. Sędzia nie dał
się oszukać i ukarał napastnika gospodarzy żółtą kartką. Najlepszą
okazję do zdobycia bramki gospodarze zmarnowali tuż przed przerwą,
kiedy Rybakiewicz w dobrej sytuacji posłał piłkę ponad poprzeczką.
Goście w tej części gry ograniczali się do kontrataków, brakowało
jednak ostatniego podania, a strzały z dystansu mijały bramkę.
Po przerwie lepiej prezentowali się goście, a szczególnie po 65
minucie, kiedy wszedł na boisko Marcin Zimoch i wprowadził sporo
ożywienia w poczynania HEKO. Najpierw mocno strzelił z dystansu
Krzysztof Trela, jednak piłka minęła przemyską bramkę. Najlepsze
okazje mieli Hubert Kościukiewicz i Grzegorz Cheda. W 72 minucie
bardzo ładnie strzelił Cheda i wydawało się, że padnie bramka, ale
w sobie tylko wiadomy sposób przemyski bramkarz obronił. Równie
dużo szczęścia miał golkiper Polonii w 78 minucie, kiedy Kościukiewicz
strzelał z 6 metrów, a Szramowiat obronił nogami. Tuż przed końcem
meczu Zachnik pospieszył się z oddaniem strzału, zamiast podawać
do lepiej ustawionych kolegów.
Tekst cytowany za "Echem Dnia"
|
| |
|
|