strona główna


Melodia do walki

HEKO Czermno - Stal Rzeszów 2:0 (1:0)
Bramki:
Gondzia 29, Trela 75.

HEKO:
Mariak - Baliński, Walęciak, Kościukiewicz, Matuszczyk - Cheda, Trela, Zawistowski, (85 Bartkowiak), Pluta (88 Płaza) - Kanarski (80 Zimoch), Gondzia (67 Zachnik).

Stal:
Pomianek - Łuczyk, Kędzior, Nalepka (82 Solarz), Rzucidło - Wójcik (66 Brożek), Kloc, Jakieła (69 Włoch), Szeliga - Grębowski (66 Rusin), Szymański.

Sędziował:
Starobrat (Warszawa)

Żółte kartki:
Zawistowski, Matuszczyk (HEKO); Pomianek, Jakieła, Wójcik, Szymański (Stal).

Widzów:
500.


Jesteśmy najlepsi!

Przed meczem, w korytarzu prowadzącym z szatni na boisko, stanął prezes HEKO Henryk Konieczny. Chłop na schwał, donośnym głosem wzywał swoich piłkarzy do walki: - Jesteśmy najlepsi, ogramy Rzeszów. Stal jest słabsza - krzyczał do poszczególnych graczy Konieczny.
Okazało się, że pomogło, bo HEKO było w sobotę bardziej zmobilizowane i zdeterminowane. Nasza drużyna przez 90 minut walczyła nie tylko z rywalem, ale i z własnymi słabostkami. Ostatecznie zainkasowaliśmy trzy jakże ważne punkty.

22 spalone.

Trener gości, Adam Domaradzki, w czasie meczu miał sporo zastrzeżeń do pracy arbitra, ale mimo to, już po zawodach rzekł dyplomatycznie: - Sędzia widział lepiej, był bliżej akcji...
Chodziło przede wszystkim o ... 22 pozycje spalone, które arbiter główny odgwizdał w drugiej połowie. Goście, niczym młode rybki, wpadali w pułapki zawiązane przez doświadczonych zawodników HEKO. Tu pierwszoplanową postacią był Dariusz Walęciak. Niewiele ustępował mu Hubert Kościukiewicz. Zresztą, kapitan HEKO rzekł po meczu: - Wygrana jest zasługą całej drużyny. Cieszę się, bo i moja dyspozycja jest coraz lepsza.

"Ojciec" Trela.

Najlepszym zawodnikiem zawodów był Krzysztof Trela.- Bez przesady, na boisku walczy cała jedenastka. Jak ktoś coś zawali, to następny musi odbić rywala - tłumaczył "dżentelmeńsko" Trela. - Mnie też zdarzyły się potknięcia. Owszem strzeliłem gola, ale to wszystko mamy opracowane po treningach, gdzie pracujemy mocno nad poszczególnymi zagrywkami.
Pomocnik HEKO mówił delikatnie, dyplomatycznie, ale tak na dobrą sprawę to on był ojcem wygranej. W 29 minucie zainicjował akcję, po której Arkadiusz Gondzia strzelił z dwóch metrów do pustej bramki. W drugiej połowie, gdy goście zdobyli przewagę, Trela zagrał jak profesor. Po rzucie rożnym ograł trzech rywali i płaskim strzałem pokonał Rafała Pomianka. To była 77 minuta spotkania. Od tego czasu Stal, faworyt rozgrywek, nie wiedziała, co i jak zagrać, by zmniejszyć dystans.

Mariak, stary wyga.

Oczywiście stwierdzenie, że "Trela wygrał mecz ze Stalą" byłoby pomyłką i przesadą. Cała drużyna HEKO zapracowała na trzy punkty. Nie ci, starzy bosikowi wyjadacze byli głównym tematem rozmów, a młody bramkarz Łukasz Mariak. Ten ostatni obronił w dwóch beznadziejnych - wydawało się sytuacjach. Za pierwszym razem, w 42 minucie, skrócił kąt Krzysztofowi Szymańskiemu, który nie trafił do pustej bramki z 15 metrów. W drugim przypadku Mariak tak daleko wyszedł z bramki, że Szymański trafił go w nogi i piłka wyszła na rzut rożny.
- Cóż ja mogę powiedzieć? Zagraliśmy znakomity mecz, strzeliliśmy dwa gole, odbierając faworytowi "melodię do walki". Przed nami jeszcze długa droga, ale druga liga jest już bliżej. O kilka kroków - skomentował Henryk Konieczny, prezes HEKO.

Maciej Cender

Echo Dnia