|
Przed meczem w obydwu drużynach panowała nerwowa atmosfera - Jeśli przegramy, to możemy praktycznie pożegnać się z marzeniami o awansie do drugiej ligi - mówił Zenon Krówka, kierownik klubu z Gorzyc.
Prezes miał rację.
- Za gospodarzami przemawia atut własnego boiska i kto wie, czy ten fakt nie zadecyduje o wyniku - obawiał się prezes HEKO Henryk Konieczny. I jak się okazało miał rację. Lider w tym meczu był po prostu słabszy. Widać to było zwłaszcza w pierwszej fazie spotkania. Już w 48 sekundzie po główce Marka Gołąbka piłka zatrzepotała w siatce. Arbiter odgwizdał jednak faul zawodnika Tłoków i gola nie uznał. W 18 minucie miejscowi objęli jednak prowadzenie, po problematycznym rzucie karnym podyktowanym za przypadkowe zagranie ręką Pawła Zawistowskiego. Pewnym egzekutorem okazał się Paweł Szafran. Dopiero w końcówce pierwszej połowy lider pokazał lwi pazur. W 41 minucie Szmuc w ostatniej chwili wybił piłkę na rzut rożny. Po kornerze piłka trafiła na głowę Łukasza Matuszczyka i był remis.
Najbardziej kontrowersyjna sytuacja meczu miała miejsce w 46 minucie. Szarżującego Grzegorza Chedę bezpardonowo powalił na ziemię Klaudiusz Łatkowski. Goście domagali się czerwonej kartki dla obrońcy gospodarzy, ale sędzia pokazał mu tylko żółtą. - Gdyby przeciwnik grał w dziesiątkę, to spokojnie utrzymalibyśmy remis - żałował po meczu pomocnik HEKO Krzysztof Trela.
Czerwona kartka.
Tymczasem sześć minut później Dariusz Walęciak trafił w nogi Marcina Dziewulskiego, za co otrzymał drugą żółtą kartkę i to goście kończyli mecz w dziesiątkę.
Od tego momentu gospodarze uzyskali zdecydowaną przewagę. W efekcie Gołąbek strzałem z bliska nie dał szans Łukaszowi Mariakowi. Nie mając już nic do stracenia goście rzucili się do odrabiania strat. Podopieczni Andrzeja Deca grali jednak niemrawo, pozwalając rywalom na wyprowadzanie kontrataków. W 73 minucie Antolij Ławryszyn przebiegł z piłką 50 metrów, ale jego dośrodkowanie nie dotarło do partnerów. W 85 minucie Mężyk, stojąc przed pustą bramką tak długo zwlekał z oddaniem strzału, że Matuszczyk zdążył go zablokować. Wreszcie w 88 minucie Piotr Mazurkiewicz uciekł lewym skrzydłem, wystawił piłkę Mężykowi, a ten skierował ją do siatki.
- Przegraliśmy bitwę, ale nie wojnę, gramy dalej, naszym celem jest awans - mówił po meczu prezes Konieczny.
Tekst cytowany za Przeglądem Sportowym
|