| Spotkanie z Górnikiem nie miało dla gospodarzy większego znaczenia, bo awans do II ligi zapewnili sobie już wcześniej i było jedynie przygrywką do świętowania tego awansu. A święto wypadło okazale, bo wyreżyserowane przez Mariolę Konieczną, żonę prezesa Heko Henryka Koniecznego, widowisko było godne awansu.
Przed meczem na środku boiska piłkarze, razem z prezesem Koniecznym, odbierali liczne gratulacje i puchary za awans do II ligi (m.in. od prezesa Świętokrzyskiego Związku Piłki Nożnej Mirosława Malinowskiego i członka Zarządu Województwa Świętokrzyskiego Jacka Kowalczyka). Nawet rywale z Wieliczki przyłączyli się do gratulacji i przekazali gospodarzom piłkę, wykonaną z wielickiej soli.
Na boisku nie było już jednak świętowania, choć piłkarze Heko zaczęli mecz w iście piknikowym
stylu, W pierwszej połowie gospodarze oddali tylko dwa groźniejsze strzały na bramką rywali (strzał Pawła Zawistowskiego obronił bramkarz, a uderzenie głową Arkadiusza Gondzi było niecelne) i nic dziwnego, że po pierwszych 45 minutach przegrywali 0:2. Przed meczem prezes Konieczny zapowiadał, że w tak uroczystym dniu nie będzie się denerwował, ale nie przewidział chyba, że jego zespół będzie grał tak anemicznie, Goście też nie zachwycali, ale zdołali przeprowadzić dwie skuteczne akcje, obydwie po dokładnych prostopadłych podaniach: w 20 minucie piłkę na polu karnym dostał Konrad Cebula, ograł obrońców i strzelił po ziemi, a w 45 minucie w podobnych okolicznościach Piotr Powroźnik podwyższył na 2:0 strzałem w górny róg.
Po przerwie trener Paweł Kowalski dokonał trzech zmian i Heko prezentowało się zdecydowanie lepiej. Już jedna z pierwszych akcji przyniosła powodzenie. Arkadiusz Stępień podał do Sławomira Chodora, a ten zagrał na linii pola karnego, gdzie nadbiegający Arkadiusz Gondzia strzałem lewą nogą zdobył kontaktową bramkę.
Gospodarze poszli za ciosem i raz za razem atakowali bramkę Górnika. W dogodnych sytuacjach byli Paweł Zawistowski, Łukasz Baliński i (dwukrotnie) Radosław Kardas, ale Tomasz Frączek dobrze spisywał się w bramce Górnika. Kiedy na niespełna 10 minut przed końcem meczu boisko za drugą żółtą kartkę opuścił Patryk Dworzyński, wydawało się, że gospodarze będą musiell pogodzić się z porażką.
Na szczęście już w doliczonym czasie gry, po dośrodkowaniu Chodora, najwyżej do piłki wyskoczył Dariusz Walęciak i
strzelił precyzyjnie w długi róg, Piłkarze Górnika, którym w ostatnich minutach meczu wyraźnie "puszczały nerwy", nie potrafili pogodzić się z utratą bramki i "rzucili się" do sędziego z pretensjami, że za długo przedłużył mecz, ale ten spokojnie zakończył spotkanie. W tym momencie na boisko wbiegli kibice i razem z piłkarzami utworzyli krąg. Zapłonęły race, a po chwili w niebo poleciało kilkaset białych i czerwonych baloników (w barwach Heko). Przy dźwiękach "We are the champions" piłkarze i prezes Konieczny odbierali gratulacje.
Mirosław ROLAK
tekst cytowany za
z dnia 13/06/2005
|