| - To jeden z najszczęśliwszych dni w moim życiu. Spełniło się wielkie marzenie - mówi twórca zespołu Henryk Konieczny.
Niewiele brakowało, by w ostatnich fragmentach tego meczu lubelski arbiter Jacek Małyszek został pobity przez kilku graczy gości. O co poszło? Sędzia przedłużył spotkanie o trzy minuty i w tym czasie Dariusz Walęciak zdobył precyzyjną główką bramkę. Był remis. Futboliści Wieliczki nie mogli pogodzić się z powyższym faktem.
Nerwy i pańszczyzna
Zadowoleni z awansu piłkarze HEKO grali wolno, ślamazarnie, tak jakby chcieli odbębnić pańszczyznę, w pierwszej połowie miejscowi oddali tylko jeden celny strzał na bramkę Wieliczki. Tymczasem Górnik ani myślał spasować, prezentując od pierwszej minuty dojrzalszy futbol. Przewaga gości znalazła odzwierciedlenie w postaci dwóch goli. W 20. minucie Piotr Gruszka zagrał prostopadle do Konrada Cebuli. Sytuacji sam na sam z Sebastianem Łukiewiczem, Gruszka nie zmarnował. Tuż przed końcem pierwszej połowy Gruszka zagrał do Powroźnika, którego strzał sprawił, że piłka znów wpadła do bramki.
Po zmianie stron jedenastka z Czermna pokazała dobry, szybki i co najważniejsze skuteczny futbol. Już w 47. minucie Arkadiusz Gondzia zdobył kontaktowego gola. Spora w tym zasługa duetu rezerwowych graczy - Sławomira Chodora oraz Arkadiusza Stępnia, którzy w dwójkowej akcji wymanewrowali defensywę Górnika. Od tej pory mecz jeszcze bardziej nabrał rumieńców. Gospodarze ze wszystkich sił próbowali doprowadzić do remisu, a kontry Górnika często wprowadzały stan alarmowy w defensywie HEKO. Gdy w 78. minucie Patryk Dworzyński ujrzał druga żółtą kartkę wydawało się, że zakończenie rozgrywek będzie dla lidera niezbyt szczęśliwe.
Taniec radości
W ostatniej akcji meczu Walęciak poprawił jednak nastroje gospodarzy i po chwili na środku boiska piłkarze i działacze HEKO zatańczyli z radości.
- Spełniło się wielkie marzenie. Nie tylko moje, ale całej rodziny. Mimo wielu nieprzychylności udowodniliśmy, że nawet w tak niewielkiej miejscowości jak Czermno można zbudować niezłą drużynę piłkarską - mówił po meczu, ze łzami w oczach twórca zespołu, Henryk Konieczny. Tymczasem jego żona, Mariola, kilka metrów dalej była w geście radości wysoko podrzucana przez zawodników HEKO.
mac
tekst cytowany za 
z dnia 13/06/2005
|