strona główna

Apetyt rośnie

Gdy słucha się Henryka Koniecznego, prezesa Heko Czermno, beniaminka III ligi, ma się wrażenie, że jest to opowieść z bajki... Mając na uwadze wielkie trudności, z jakimi boryka się dzisiejszy futbol, wydaje się, że Czermno jest oazą spokoju. Pytany, dlaczego akurat tutaj postanowił zainwestować w futbol, Konieczny odpowiada: - Tu są moje korzenie, a właściwie korzenie moich rodziców. Kiedyś, zanim założyłem firmę (Heko jest największym producentem owiewek samochodowych - przyp. Red), przyjechałem do Czermna i tak spodobała mi się ta okolica, że postanowiłem zainwestować właśnie tutaj.

- Po kilku latach Postanowił pan także wyłożyć pieniądze na piłkę nożną. Czy nie był to, aby wariacki pomysł?
- Przyznam szczerze, że sam kiedyś tak myślałem. Zbiegiem lat, gdy firma się rozrastała, a moi pracownicy coraz częściej kopali futbolówkę, złożyłem drużynę zakładową. To był początek futbolu w tej miejscowości. Potem poszło z górki.
- Skromnie powiedziane, bo przecież jeszcze 6 lat temu graliście w klasie B, a rok temu w miejscu, gdzie teraz jest stadion było pole zarośnięte chwastami. Trzeba mieć dużo samozaparcia no i kasy, by zbudować takie cacko.
- O kasie wolę nie wspominać. Powiem tylko, że nikt mi nie pomaga przy finansowaniu gry w trzeciej lidze. Nie mam żadnych dotacji, ale i nie mam pretensji. Sam się bawię, cieszę się, że sprawiam trochę frajdy miejscowej społeczności, że ci ludzie po całym tygodniu ciężkiej pracy mogą przyjść na stadion i obejrzeć trochę niezłego futbolu. A to, że w tak szybkim tempie awansowaliśmy do rozgrywek centralnych? Trzeba mieć jakiś plan, działać systematycznie i spokojnie. Poza tym muszą być wykonawcy. A do tych akurat mam szczęście.
- Po dziesięciu kolejkach rundy jesiennej zajmujecie siódmą pozycję z piętnastoma punktami. Dużo, czy mało?
- Zadowalająco. Twardo chodzę po ziemi i wiem, że beniaminkom jest ciężko. Zresztą nam także przytrafiło się kilka bezsensownych wpadek. Gdyby nie to, mielibyśmy więcej punktów. Ale nie ma, co przesadzać. Najważniejsze, że zespół okrzepł, nabrał pewności siebie. Liga jest mocna, ale nie aż tak, abyśmy musieli wychodzić na mecz z trzęsącymi się nogami. Trzeba tylko walczyć, zostawiać zdrowie na boisku, a punkty przyjdą same.
- Z wygrywaniem na razie bywa różnie. Oprócz zwycięstw były spotkania, po których był pan wyjątkowo zdenerwowany. Do tego stopnia, że posypały się kary finansowe.
- Nie chcę do tego wracać. Faktycznie, ukarałem jednego z piłkarzy, bo grał fatalnie. Zapomniałem już o wszystkim i zapewniam, że ów piłkarz, jeżeli w kolejnych meczach będzie grał tak jak potrafi - wszystko wróci do normy. Jest chyba czymś normalnym, że płacę i wymagam.
- Ponoć powiedział pan, że pięknie byłoby na zakończenie rundy jesiennej, gdyby HEKO uplasowało się tuż za Koroną Kielce...
- Jestem człowiekiem skromnym, znam doskonale swoje miejsce w szeregu. Apetyt rośnie jednak w miarę jedzenia, a ja jestem typem dżokeja, który widząc, że koń sam biegnie w perfekcyjny sposób - popuszcza mu uzdę. Pewnie, gdyby kiedyś nadarzyła się okazja walki o wyższe cele, dlaczego nie spróbować? Na razie jednak chcemy spokojnie grać w trzeciej lidze.

Maciej Cender